środa, 9 października 2013

wynurzenia starego Murmycha


iedzimy pod lipą murmych nieogolony ogorzały patrzymy na liście pomarszczone żółkną dokładnie gdzie jesteśmy jakby wessało zieleń i wszystkie lata w niebo - ma teraz krótszą drogę wpisaną w obraz bezrybnego jeziora i bezzębnego lasu - mówi milczę on kiwa głową lecą lipne kulki na murmycha ostre kanty czas zmienic architekturę klimat lipy robi swoje -myśli kobiety mają piersi z wiekiem mniej barokowe kto mnie uratuje starego kormorana tonącego w liściach przepoczwarza się jutro na jutro nie ma ratunku

piątek, 1 lutego 2013


wyglądam w tym majowym urlopie jak niezapominajka na nadrzecznym urwisku wszyscy ją widzą a nikt ręki nie wyciągnie niebo utopione w słowikowym śpiewie a ja zakukana w ogrodzie po łokcie kłaniam się perzom i podagrycznikowi wyniosły tulipan rumieni się na widok wypiętej spódnicy przy niedźwiedziej trawie pigwowiec zaczepia w sposób bezczelny drze rękawy papuśnej firletce główki wykręcają ze śmiechu kolorowe bratki okrągłokoliostna bergena wystawia na pokaz różowe kwiecie na wysokiej łodydze wabi pióropuszem cesarska korona na żółto oszałamia mahonia wabiąc nie tylko chrabąszcze łapkami grzebią w zieloności gotowych do matury kasztanowców niech nie próbują mnie stąd wyciągać gdzie kwitnie bez i flaga łomoce dobrze mi tu

wiosenne spojrzenie na lipę /


narkotyk energetyczny skarbnica tajemnic dwóch wieków umiera powoli systematycznie zrzuca odkorowane wspomnienia bez odczytu któregoś dnia stanie się martwym uświadomieniem wielkości przyrody nad przemijaniem
w ramach okna z czołem na szybie wyblakłym uściskiem ścian tępo wpatrywać się będę w suchy trzask spalanych alternatyw może wyrzeźbią tryptyk albo albo

środa, 30 stycznia 2013

w ogrodzie przemijań Murmycha


Grządki są za moimi plecami, jak dawniej. Pomiędzy nimi równo wykoszony trawnik, dalej dom, stara grusza wysoka do nieba w najmniej oczekiwanym momencie rzuca ulęgałki na łeb na szyję, za koszulę.
Po drugiej stronie lipa ogarnia cały ogród. Suchymi konarami rozpędza chmury. Czasem pacnie jakąś mrówkę . Czasem wystraszy motyle na rudbekiach. Najczęściej jednak pożera słońce w samo południe.
Ogród ma wiele tajemnic. a krzaki pigwowca to kłują, to zawstydzają leniwe siedmioplamki okupujące nasłonecznione miejsca pod lipą.
Nie mam już pięciu lat, ona też nie rodzi/ stara grusza,/ jest pewnie babcią, a ja mam wciąż nieodpartą chęć / na soczyste klapsy.
najważniejsze dla murmyszkowego dziadka są wnuki
wiśnia rzucała kwieciem, a Murmych w nią petem, będzie urodzaj
Alexander szuka kota w bergenach zgubił się jak siedmioplamka.

wtorek, 29 stycznia 2013

na szczytach marzeń


płynę do centrum twoich źrenic gdzie tłamsiłaś każdy powiew wiatru znad Drawy, obudzę żywioły radość zwilgotnieje pomiędzy rzęsami , nie ominiemy już żadnej godziny w żółknących krajobrazach wielką literą rozpiszemy siebie, = a teraz wiosłuj,kochana, wiosłuj
Zabierz stąd mnie przeprowadź przez ten deszcz... Zabierz stąd mnie chcę środkiem burzy przejść... We śnie surrealistyczne zjawiska jak sępy przekraczają dozwolony wymiar. Czy możemy śnić o tym samym lecąc wśród zapachów ziemi gdzie brakuje czystych barw Deszcz kosi zielone brzuchy wzgórz, najmniejszy szczegół pociętej trawy układa się w grymas rozczarowania. Posłuchaj co ci powiem
Zbierałem naręcza fiołków, gdy ryb nie było w jeziorze. Marzenia z fali zbierałem. Co roku o jednej porze. Słów szukałem odpowiednich,, miłość okazać ci chciałem, dlatego w wiosennym brzasku, nad wodę jak głupi gnałem Z tych kwiatów, marzeń i słów wianek splatałem nadzieją, że mnie kiedyś wysłuchasz, zostaniesz moją Dulcyneą

poniedziałek, 28 stycznia 2013

bohater historii Murmych w całej okazałości


Życie nie może być idealne. W życiu każdego pojawiają się przeszkody. Dzięki nim wiemy, że żyjemy. To one uczą nas tego,jak się zachować i stawić im czoła. One kształtują nasz charakter. Bez nich byłoby nam zbyt łatwo. Przeciwności losu są, jak kłody rzucane nam pod nogi. Musimy tylko znaleźć sposób, jak umiejętnie je przeskoczyć. Pokonywanie słabości jest dla nas pewnym doświadczeniem. W końcu musimy przeżyć wszystko to co zgotował nam los. On nie odpuszcza. Najważniejsze to nigdy nie rezygnować z zamierzonego celu. Jeśli coś sobie postanowisz dąż do tego z całego serca. Niech chwilowe niepowodzenie nie zburzy Twojej nadziei. Walka świadczy o tym, że żyjesz i się nie poddasz. Nie słuchaj innych, jeśli każą Ci zrezygnować. Udowodnij, że stać Cię na więcej, że jesteś coś wart, tylko dlatego, że jesteś. I pamiętaj dopóki walczysz jesteś zwycięzcą.
co myślę o sobie Nie wszystko mi się udaje i nie zawsze jestem zgodny z oczekiwaniami, ale nie narzekam. Płynę z prądem. Nareszcie rozumiem jak dobrze zostawić sprawy własnemu biegowi, zdać się na los. Z woli Stwórcy mam wszystkie policzone dni do końca. I włosy na głowie. Tyle trudów, znoszonych ubrań. lektur. I wiatrem naniesionych liści. Niepotrzebnie plączą się po całym domu. Kruszeją jak zioła na niestrawność, kiedy zgagą odbijają się kłopoty. W ogrodzie buszuje żona.Z wiosną nachodzą ją różne myśli czasem wydaje jej się, że jest ogrodniczką, nie wyprowadzam jej z błędu, niech wie, że się nie wtrącam w jej rabatki.Mam swoje za paznokciami. Teraz na moment gram rolę człowieka z kotem na rękach, pieszczę go pod włos. Uśmiecham się pod wpływem chwili. Jaka cisza.
po burzy dobrze byłoby się nauczyć latać Nie trzeba być bogaczem, żeby ofiarować coś cennego drugiemu człowiekowi : odrobinę czasu i uwagi. Z Murmychem czekamy aż powietrze znieruchomieje i pozwoli nam wkroczyć we wszystkie szczegóły ziemi. Na zewnątrz jeszcze zbyt sucha nie rozpływa się pod palcami. Niesforny język odkrywa zarys, horyzont wilgotnieje. Siadamy pochłonięci oczekiwaniem, powieki wpółprzymknięte, czekają na gorące okruchy powietrza, w oczach eteryczna mgła , osłabia nagły wybuch. Trzciny drżą u posad. Ciało wrasta w świt wilgotny od wspomnień jakby bardziej wierzyło nocy, niż we własne odruchy. Milczymy leżąc na wygniecionych mchach, nad głową gnieżdżą się sowy. Dobrze nie pielęgnować przeszłości.