iedzimy pod lipą
murmych nieogolony
ogorzały
patrzymy na liście
pomarszczone żółkną dokładnie gdzie jesteśmy
jakby wessało zieleń
i wszystkie lata w niebo
- ma teraz krótszą drogę
wpisaną w obraz
bezrybnego jeziora i bezzębnego lasu - mówi
milczę
on kiwa głową
lecą lipne kulki na murmycha ostre kanty
czas zmienic architekturę
klimat lipy robi swoje -myśli
kobiety mają piersi
z wiekiem mniej barokowe
kto mnie uratuje starego kormorana
tonącego w liściach
przepoczwarza się jutro
na jutro nie ma ratunku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz