piątek, 1 lutego 2013


wyglądam w tym majowym urlopie jak niezapominajka na nadrzecznym urwisku wszyscy ją widzą a nikt ręki nie wyciągnie niebo utopione w słowikowym śpiewie a ja zakukana w ogrodzie po łokcie kłaniam się perzom i podagrycznikowi wyniosły tulipan rumieni się na widok wypiętej spódnicy przy niedźwiedziej trawie pigwowiec zaczepia w sposób bezczelny drze rękawy papuśnej firletce główki wykręcają ze śmiechu kolorowe bratki okrągłokoliostna bergena wystawia na pokaz różowe kwiecie na wysokiej łodydze wabi pióropuszem cesarska korona na żółto oszałamia mahonia wabiąc nie tylko chrabąszcze łapkami grzebią w zieloności gotowych do matury kasztanowców niech nie próbują mnie stąd wyciągać gdzie kwitnie bez i flaga łomoce dobrze mi tu

wiosenne spojrzenie na lipę /


narkotyk energetyczny skarbnica tajemnic dwóch wieków umiera powoli systematycznie zrzuca odkorowane wspomnienia bez odczytu któregoś dnia stanie się martwym uświadomieniem wielkości przyrody nad przemijaniem
w ramach okna z czołem na szybie wyblakłym uściskiem ścian tępo wpatrywać się będę w suchy trzask spalanych alternatyw może wyrzeźbią tryptyk albo albo